— Zapewne sam.

— Nie poznałeś, kto to taki?

— Zbyt ciemno jeszcze.

— To on, bez wątpienia — odrzekł Ben Joel. — Ja udam się naprzód; wy bądźcie gotowi.

Cygan podbiegł ku bramie Nesle i przyczaił się, aby zobaczyć przybywającego jeźdźca.

— To on, w samej rzeczy — szepnął do siebie.

— Naprzód! — rzucił przyciszonym głosem rozkaz zbójom, którzy się z nim połączyli.

Następnie jednym skokiem znalazł się przy wierzchowcu poety i chwycił go silnie za chrapy.

Koń szarpnął się gwałtownie w tył, a Cyrano, wyciągając z olstra pistolet, krzyknął:

— Na bok, łajdaku, bo strzelę!