— Dajmy pokój temu smutnemu przedmiotowi! — zakończył starosta. — Kiedyż ślub? — spytał, zwracając się do pana młodego.

— W samo południe!

— W takim razie wkrótce już będziemy mieli szczęście powitać pannę młodą.

— Gilberta jest w tej chwili przy matce. Za chwilę ujrzycie ją, panowie.

Przez otwarte okna nadpłynął głos dzwonów katedralnych, przyzywających na nabożeństwo.

Na ten znak goście skupili się dookoła margrabiego, a po małej chwili szmer rozległ się wśród strojnej drużyny.

W otwartych drzwiach zjawiła się Gilberta w białym stroju oblubienicy.

Matka i Paketa postępowały za nią.

XLIX

Bielsza była od welonu, pokrywającego jej czoło.