— Zaczynają wychodzić — rzekła cichym głosem Paketa.
— Tak — szepnęła drżąc Gilberta — wszystko skończone.
Wygalowany służący zjawił się w tejże chwili w salonie i skłaniając się przed margrabią, oznajmił, że karety już zaszły.
— Panie i panowie — rzekł głośno margrabia — jedziemy.
I wyciągnął rękę do córki.
Ale Gilberta zachwiała się i na fotel upadła, szepcąc niewyraźnie:
— Ach, nie, nie mogę!
Na znak swej pani Paketa wyszła z salonu i powróciła za chwilę, niosąc szklankę wody na srebrnej tacy.
— Uspokój się, pani — rzekł Roland do narzeczonej. — Opanuj wzruszenie. Zaczekamy na pani rozkazy.
— O, nie będziesz pan czekał długo.