Ania zapinała właśnie na szyi mały złoty łańcuszek. Nagle przekonała się, że zamek źle działa. Co się z nim stało — czy też z palcami?

— Nie — rzekła obojętnie — kto to jest Krystyna Stuart?

— Jest to siostra Ronalda Stuarta. Studiuje tej zimy muzykę w Kingsporcie. Nie widziałam jej, ale podobno jest bardzo ładna, a Gilbert ma za nią szaleć. Jakże ja byłam zła, gdy odtrąciłaś Gilberta, Aniu! Ale Roy Gardner był dla ciebie przeznaczony. Teraz to widzę. Ostatecznie miałaś jednak rację.

Ania nie zarumieniła się jak zwykle, gdy dziewczęta napomykały o jej przyszłym małżeństwie z Royalem Gardnerem jako o rzeczy zdecydowanej. Nagle poczuła się nieco nieswojo. Paplanina Fili wydawała się jej trywialna i nudna. Klapsnęła biednego Moruska.

— Wynoś mi się zaraz z tej poduszki, wstrętny kocie! Dlaczego nie siedzisz na dole, gdzie twoje miejsce?

Ania wzięła orchidee i zeszła na dół, gdzie ciotka Jakubina prezydowała przed szeregiem palt rozwieszonych przed ogniem. Roy Gardner czekał na Anię i pieścił kota Magdy. Kot nie miał do niego zaufania; stale odwracał się do niego tyłem. Ale wszyscy inni w „Ustroniu Patty” bardzo lubili Royala. Ciotka Jakubina, zachwycona jego uprzejmością i przekonywającym tonem jego głosu, twierdziła, że jest on najmilszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek znała i że Ania jest bardzo szczęśliwą dziewczyną. Takie uwagi gniewały Anię. Zaloty Roya były rzeczywiście tak romantyczne, jak tylko pragnąć mogło serce dziewczęce, ale Ania nie chciała, aby ciotka Jakubina i dziewczęta uważały sprawę za załatwioną. Gdy Roy, pomagając jej włożyć płaszcz, wypowiedział jakiś poetyczny komplement, nie zarumieniła się i nie zadrżała jak zwykle, a jemu wydała się Ania podczas krótkiej drogi do Redmondu nieco milcząca. Gdy wychodziła z garderoby, miał wrażenie, że wygląda nieco blado. Ale kiedy weszli na salę, kolory powróciły nagle na jej twarz, a oczy zabłysły znowu. Zwróciła się do Roya z najweselszym swoim wyrazem. Roy odpowiedział jej uśmiechem, jaki Fila nazywała „głębokim, czarnym, aksamitnym uśmiechem”. Ale w istocie Ania nie widziała w ogóle Roya. Uświadomiła sobie w tej chwili, że naprzeciwko niej stał pod palmą Gilbert, rozmawiając z dziewczyną, która musiała być Krystyną Stuart.

Była bardzo piękna i elegancka, wysoka, o ciemnoniebieskich oczach i ciemnych, połyskujących, gładkich włosach.

„Wygląda zupełnie tak, jak ja pragnęłam zawsze wyglądać — pomyślała Ania przygnębiona. — Cera jak płatki róż. Błyszczące fiołkowe oczy. Kruczo czarne włosy. Tak, ona ma to wszystko. Dziwne, że nie nazywa się Kordelia Fitzgerald. Ale zdaje mi się, że figurę ma gorszą ode mnie, a nos już na pewno”.

Ania czuła się tym faktem nieco pocieszona.

Rozdział XXVII. Wzajemne zwierzenia