Słowa te w innych ustach uraziłyby Anię, ale sposób, w jaki wypowiedział je pan Douglas, dał jej do zrozumienia, że był to rzeczywiście uprzejmy komplement. Uśmiechnęła się z wdzięcznością i ruszyła za nimi po oświetlonej przez księżyc drodze.

Więc Janina miała adoratora! Ania była tym zachwycona. Janina byłaby wzorem żony, wesoła, gospodarna, wyrozumiała i prawdziwa królowa kuchni. Okrucieństwem ze strony natury byłoby utrzymywać ją w staropanieństwie.

— Jan Douglas prosił mnie, żeby panią zabrać z wizytą do jego matki — rzekła Janina nazajutrz. — Nie opuszcza ona domu, gdyż jest chora, chociaż nie obłożnie. Lubi jednak bardzo towarzystwo i zawsze pragnie widzieć moich pensjonariuszy46. Czy zechce pani pójść tam dzisiaj wieczorem?

Ania zgodziła się chętnie. Ale później, podczas dnia, pan Douglas przyszedł w imieniu matki i zaprosił ją na kolację na sobotę wieczór.

— O, dlaczego nie włożyła pani swojej pięknej muślinowej sukni? — zapytała Ania, gdy opuszczały dom.

Dzień był gorący, a biedna Janina w ciężkiej kaszmirowej sukni wyglądała, jakby się żywcem gotowała.

— Poczciwa pani Douglas uważałaby to za niezmiernie lekkomyślne i nieodpowiednie. Janowi podoba się jednak ta suknia — dodała tęsknie.

Stary dom Douglasów oddalony był o pół mili od „Zacisza” i znajdował się na szczycie wietrznego pagórka. Sam dom był duży i wygodny, dość stary, aby nabrać godności, otoczony alejami klonowymi i ogrodem owocowym. Stały za nim wielkie, porządne stodoły, a wszystko mówiło o zamożności.

Jan Douglas powitał je w drzwiach i zaprowadził do salonu, gdzie matka jego siedziała w fotelu jak na tronie.

Ania spodziewała się, że pani Douglas będzie wysoka i szczupła, gdyż taki był jej syn. Tymczasem była to maleńka kobietka o miękkich, różowych policzkach, łagodnych, niebieskich oczach i dziecięcych ustach. Nosiła ładną, czarną suknię jedwabną i biały szal na ramionach, a siwe jej włosy pokryte były koronkowym czepkiem. W stroju tym mogła pozować do obrazu babki.