— Co ty robisz, na Boga?

— Przeglądam właśnie stare opowiadania z „Klubu Powieściowego”. Potrzeba mi było na rozweselnie. Uczyłam się, aż mi świat obrzydł. Więc wygrzebałam ze swego kufra te papiery. Takie są pełne łez i tragedii, że można pęknąć ze śmiechu.

— Ja sama jestem w złym humorze — rzekła Stella, siadając na niskim tapczanie. — Nic mi się dzisiaj nie wydaje warte trudu. Wszystkie moje myśli są przestarzałe, wszystko już dawniej myślałam. Ostatecznie, jaką wartość posiada życie, Aniu?

— Wszystkiemu winne to wkuwanie i pogoda, moja droga. Taki dżdżysty wieczór, jak dzisiejszy, po dniu pełnym wytężonego kucia, na każdego musi oddziałać przygnębiająco. Wiesz przecież, że życie ma swój urok.

— O, i ja tak myślę, ale teraz trudno mi w to uwierzyć!

— Pomyśl więc o tych wszystkich wielkich i szlachetnych duszach, które żyły i pracowały na świecie — rzekła Ania z zadumą. — Czyż to nie szczęście żyć po nich i odziedziczyć ich zdobycze i nauki? Pomyśl o wszystkich wielkich ludziach dzisiejszego świata. Czyż to nie szczęście, że możemy dzielić ich natchnienia? A potem o tych wszystkich wielkich duchach, co przyjdą po nas. Czyż to nie szczęście, że pracujemy, aby im przygotować drogę? Jeden choćby krok na ich drodze uczynić lżejszym?

— O, rozum mój zgadza się zupełnie z tym, co mówisz, Aniu, ale dusza moja pozostaje posępna i zniechęcona. W dżdżyste wieczory jestem zawsze smutna i przygnębiona.

— W niektóre wieczory lubię deszcz. Lubię leżeć w łóżku i przysłuchiwać się, jak pluszcze na dachu i kapie z sosen.

— Ja go lubię, gdy pozostaje na dachu — rzekła Stella. — Nie zawsze się tak dzieje. Ubiegłego lata przeżyłam straszną noc w starym folwarczku wiejskim. Dach miał dziury, a deszcz padał prosto na moje łóżko. Nie było w tym zupełnie poezji. Musiałam wstać o północy, w ciemności usunąć łóżko poza zasięg kropel deszczu. A było to jedno z owych solidnych, starych łóżek, ważących mniej więcej z tysiąc kilogramów. A potem to nieustanne trip-trop, trip-trop, przez całą noc nie pozwoliło mi spać, szarpiąc mi nerwy na kawały. Nie możesz sobie wyobrazić, jak okropny hałas sprawia kropla deszczu w nocy, gdy pada na gołą podłogę. Brzmi to jak kroki upiora. Z czego się śmiejesz, Aniu?

— Z tych opowiadań. Fila powiedziałaby, że są zabójcze, ale w podwójnym sensie, gdyż wszyscy w nich umierają. Co za olśniewające, cudowne miałyśmy bohaterki! I jak je stroiłyśmy! W jedwabie, atłasy, aksamity, klejnoty, koronki: nigdy nic innego nie nosiły. Oto opowiadanie Janki Andrews, w którym bohaterka śpi w cudownym atłasowym stroju nocnym, wyszywanym prawdziwymi perłami.