— Do ozłocenia takiej pigułki jak on trzeba rzeczywiście mieć wszystkie jego pieniądze — oznajmiła uroczyście.

— Zdaje się, że jest uprzejmy i ma dobre serce — wtrąciła Ania lojalnie. — I jestem przekonana, że ma jak najlepsze zamiary wobec Janki.

— Hm — odpowiedziała pani Małgorzata.

Fila Gordon wyszła za mąż w następnym tygodniu, a Ania pojechała do Bolingbroke, aby być jej druhną. Fila wyglądała w swym stroju ślubnym jak bajka z koronek. Wielebny Janusz promieniał ze szczęścia.

— Będziemy kroczyli jak para kochanków przez krainę Ewangelii — rzekła Fila — a potem osiądziemy na ulicy Patersona. Matce wydaje się to okropne — uważa, że Jaś powinien przynajmniej postarać się o kościół w jakimś przyzwoitym miejscu. Ale uboga dzielnica, w której zamieszkamy, będzie dla mnie jak usłana różami, gdy będę tam z Jasiem. O, Aniu, jestem tak szczęśliwa, że serce boli mnie z tego.

Ania cieszyła się zawsze ze szczęścia przyjaciółek. Ale niekiedy czuje się człowiek nieco samotny, gdy otacza go ze wszystkich stron szczęście, które nie jest jego własnym. Tak samo czuła się Ania, powróciwszy znowu do Avonlea. Tym razem Diana kąpała się w niezwykłym szczęściu, które jest udziałem kobiety, gdy nowo narodzone dziecię leży obok niej. Ania spoglądała na białą, młodą matkę z niejaką czcią, której nigdy dotąd nie zaznawała w stosunku do Diany. Czyż ta blada kobieta z zachwytem w oczach mogła być ową małą, czarnowłosą, rumianą Dianą, z którą bawiła się Ania w minionych dniach szkolnych? Doznawała dziwnego uczucia osamotnienia, że ona sama należała jeszcze tylko do minionych czasów i nie miała nic wspólnego z teraźniejszością.

— Czy on nie jest piękny? — zapytała Diana z dumą. Mały tłuścioszek podobny był zupełnie do Alfreda, tak samo był okrąglutki i tak samo czerwony. Ania nie mogła rzeczywiście powiedzieć uczciwie, że wydaje się jej piękny, ale przyznała szczerze, że był słodki, aż się go chciało całować, i w ogóle zachwycający.

— Zanim się urodził, pragnęłam dziewczynki, żebym ją mogła nazwać Anią — rzekła Diana. — Ale teraz, gdy mam tego małego Alfreda, nie zamieniłabym go na milion dziewczynek.

— Każde małe dziecko jest najsłodsze i najpiękniejsze — rzekła pani Allan wesoło. — Gdyby się urodziła mała Ania, czułabyś do niej zupełnie to samo.

Pani Allan przybyła do Avonlea po raz pierwszy od czasu, gdy je opuściła. Była tak samo wesoła, słodka i sympatyczna jak dawniej. Dziewczęta powitały ją z zachwytem. Żona obecnego pastora była czcigodną panią, ale nie była duchem pokrewnym.