„Zdaje mi się, że prócz głupców nikt dzisiaj nie wstępuje na drogę duchowną — pisała z goryczą. — Ci kandydaci, jakich nam przysyłają! Te kazania, jakich musimy wysłuchiwać! Połowa z tego jest kłamstwem, a co gorsza, nie brzmi to jak zdrowa nauka. Ten, którego mamy teraz, jest najgorszy z całej paczki. Przeważnie wybiera jakiś tekst, a każe o czymś innym. I powiada, że nie wierzy, aby wszyscy poganie byli na wieki potępieni. Co za pomysł! Gdyby tak nie było, wszystkie pieniądze, jakie dajemy na misje zagraniczne, byłyby zupełnie stracone! Zeszłej niedzieli wieczorem oznajmił, że w następnym tygodniu będzie kazał o pływającej siekierze. Sądzę, że lepiej by się ograniczył do Biblii, a sensacyjne tematy porzucił. Do tego więc doszło, że kaznodzieja nie znajduje w Piśmie Świętem dość tematu do kazań! A jak tam z chodzeniem do kościoła, Aniu? Spodziewam się, że uczęszczasz regularnie. Ludzie lubią zaniedbywać chodzenie do kościoła, gdy są z dala od domu, a rozumiem, że studenci są pod tym względem wielkimi grzesznikami. Opowiadano mi, że wielu z nich właśnie w niedziele odrabia swoje ćwiczenia. Mam nadzieję, że Ty nigdy tak nisko nie upadniesz, Aniu. Pamiętaj, jak byłaś wychowana. I bądź przezorna przy wyborze przyjaciół. Nigdy nie można wiedzieć, co za istoty są w tym uniwersytecie. Z zewnątrz mogą wyglądać jak pobielane groby, a wewnątrz są zbutwiałe. Najlepiej nie odzywaj się wcale do młodzieńców, którzy nie są z Wyspy.

Zapomniałam Ci napisać, co się stało owego dnia, gdy nas pastor odwiedził. Była to najzabawniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam. Powiedziałam do Maryli: Gdyby Ania tu była, dopieroż by się uśmiała! Nawet Maryla śmiała się. Wiesz przecież, jest to mały, tęgi mężczyzna z krzywymi nogami. Otóż stara świnia pana Harrisona — ta wielka, silna — przyszła znowu tego dnia i wtargnęła na podwórze; doszła aż do tylnego wejścia, czego my zupełnie nie zauważyłyśmy. Znalazła się tam właśnie w chwili, gdy pastor wchodził we wrota. Zwierzę rozpędziło się, żeby uciec, ale nie miało innej drogi, jak między jego wygiętymi nogami. Świnia wpadła więc między jego nogi, a że ona była tak wielka, a pastor tak niski, uniosła go po prostu z sobą. Kapelusz jego poleciał w jedną stronę, a laska w drugą, właśnie w chwili gdy Maryla i ja dobiegłyśmy do drzwi. Nigdy nie zapomnę tego widoku. A biedna świnia była śmiertelnie przerażona. Ilekroć przeczytam w Biblii przypowieść o świni, która pędziła po stromym stoku ku morzu, będę sobie musiała przypomnieć świnię pana Harrisona, zbiegającą z pagórka z pastorem na grzbiecie. Świnia myślała pewnie, że ma na sobie samego diabła. Na szczęście bliźniąt nie było przy tym. Nie byłby to dla nich odpowiedni widok. Tuż przed strumykiem pastor zeskoczył czy też spadł. Świnia jak oszalała przebiegła przez strumień i wpadła w las. Maryla i ja zbiegłyśmy w dół i pomogłyśmy pastorowi wstać i oczyścić się. Nie był zraniony, ale był wściekły. Uważał najwidoczniej Marylę i mnie za odpowiedzialne, chociaż go zapewniłyśmy, że świnia nie należy do nas i przez całe lato dokucza nam. A zresztą po co przychodził przez tylne drzwi? Pan Allan nigdy by tego nie zrobił. Długo jeszcze potrwa, aż dostaniemy takiego pastora jak pan Allan. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: od tego czasu nie widzieliśmy już owej świni i mam wrażenie, że nigdy jej już nie zobaczymy.

W Avonlea jest spokojnie. Zielone Wzgórze nie wydaje mi się tak samotne, jak się spodziewałam. Zacznę pewnie tej zimy nową kołdrę, pani Slone ma piękny wzór.

Kiedy czuję, że potrzeba mi trochę podniety, czytam o morderstwach w gazecie bostońskiej, którą przysyła mi moja siostrzenica. Nigdy tego nie robiłam, ale wiadomości te są rzeczywiście bardzo ciekawe. Stany Zjednoczone muszą być okropnym krajem. Mam nadzieję, że nigdy tam nie pojedziesz, Aniu. Ale straszna to rzecz, jak się obecnie dziewczęta włóczą po świecie. Zawsze mi to przypomina szatana w Księdze Hioba. Nie leży to chyba w zamiarach Boga.

Tadzio od twego wyjazdu sprawuje się dość dobrze. Kiedyś był niegrzeczny i Maryla ukarała go, każąc mu przez cały dzień nosić fartuch Toli, po czym Tadzio pokroił wszystkie fartuszki Toli. Dałam mu za to klapsa, a on zagnał na śmierć mojego koguta.

MacPhersonowie sprowadzili się do mojego domu. Ona jest bardzo dobrą gospodynią.

Nie ucz się za wiele, dbaj o siebie i gdy tylko jest chłodniej, wkładaj zimową bieliznę. Maryla bardzo się o Ciebie kłopocze, ale ja jej perswaduję, że jesteś rozsądną dziewczyną i będziesz się miała na baczności”.

List Tadzia23 zaczynał się rozpaczliwie:

„Kohana aniu, proszę napisz i powiec maryli żeby mnie nie pszywiązywała do bariery jak idę z hłopakami łowić ryby bo się ze mnie śmieją. Bardzo tu smutno bez ciebie, ale fszkole wesoło. janka andrews jest gorsza od ciebie. Wczoraj nastraszyłem panią linde latarkom. Była bardzo wściekła bo goniłem jej starego kogóta po podwużu aż zdech. Zabić go nje hciałem. Dlaczego zdech aniu musze to wjedziedź. Pani linde żuciła go do hlewu hciała go spszedać panu blair a pan blair daje teraz za dobre zabite koguty pieńdziesiont centuw. Słyszałem jak pani linde prosiła pastora rzeby sie za niom modlił. Ciekaw jestem co ona takiego złego zrobiła aniu? Mam latafca z pięknym ogonem aniu. emilek bolter opowiedział mi fczoraj w szkole dłógą chistorję — prawdziwą. stary joe Mosey i leon grali w zeszłym tygodniu w lesie w karty karty lerzały na pieńjku i durzy czarny człowiek wyrzszy niż dżewa pszyszedł i zabrał karty i pienjek i odszedł z gżmotem. Załorze się że się zlenkli. emilek muwi, że to był diabeł, czy to prawda aniu muszę to wjedziedź. pan Kimball jest bardzo gróby i mósi iś do śpitala. Pszepraszam cie na hwile bo mósze się zapytać maryli jak to sie pisze. Maryla muwi że to nie śpital tylko inne miejsce, on myśli że ma w bżóhu rzmije. co to znaczy miedź rzmije w bżóhu aniu musze to wjedzieć. Bżóh pani lawrence tesz jest hory. pani linde muwi że to dla tego że zadurzo dba o swoje wnenczności”.

— Ciekawam — rzekła Ania, odkładając swoje listy — co by też pani Linde pomyślała o Filipie.