— O czym marzysz, Aniu?
Dziewczęta wałęsały się pewnego wieczora nad strumykiem.
Ania ocknęła się z marzeń ze szczęśliwym westchnieniem.
— Wymyśliłam swoje opowiadanie, Diano.
— O, rzeczywiście je zaczęłaś?
— Tak, napisałam dopiero kilka stronic, ale wymyśliłam już sobie wszystko. Zużyłam dość czasu, żeby wymyślić odpowiednią akcję. Żadna z akcji, które mi przychodziły na myśl, nie była odpowiednia dla dziewczynki, której na imię Aweryla30.
— Czyż nie mogłaś jej zmienić imienia?
— Nie, to było niemożliwe. Próbowałam, ale nie mogłam, podobnie jak nie mogłabym zmienić twojego imienia. Aweryla była dla mnie istotą tak realną, że jakiekolwiek imiona próbowałam jej nadać, zawsze musiałam o niej myśleć jako o Aweryli. Ostatecznie jednak znalazłam akcję, która jej w zupełności odpowiadała. Potem nastąpiła przyjemność wyboru imion dla pozostałych osób. Nie masz pojęcia, jakie to pociągające. Godzinami leżałam, nie śpiąc, i zastanawiałam się nad tymi imionami. Główny bohater nazywa się Parsywal31 Dalrymple.
— Czy wszystkim nadałaś już imiona? — zapytała Diana ciekawie. — Jeżeli nie, poprosiłabym cię, żebyś mnie pozwoliła kogoś nazwać. Może to być jakaś podrzędna osoba. Czułabym się wtedy jak współautorka twego opowiadania.
— Możesz nadać imię małemu chłopcu, który służy u Lesterów — rzekła Ania. — Nie jest bardzo ważny, ale on jeden nie ma jeszcze imienia.