— On był złym typem — wyjaśniła Ania. — Musiał być ukarany.
— On mi się najwięcej ze wszystkich podoba — rzekła Diana nieopatrznie.
— Ale umarł i żyć nie będzie — odpowiedziała Ania z gniewem. — Gdybym mu pozwoliła żyć, prześladowałby Awerylę i Parsywala.
— Tak, gdybyś go nie naprawiła.
— To by było nieromantyczne, a poza tym opowiadanie stałoby się za długie.
— No dobrze, w każdym razie opowiadanie jest skończenie eleganckie, Aniu, i uczyni cię sławną. Jestem tego pewna. Czy masz już tytuł?
— O, tytuł dawno już ustaliłam! Opowiadanie moje nazywa się „Pokuta Aweryli”. Czy to nie brzmi pięknie i dźwięcznie? A teraz powiedz mi szczerze, Diano: czy widzisz jakieś błędy w moim opowiadaniu?
— Owszem — rzekła Diana z wahaniem — ta część, gdzie Aweryla piecze ciasto, wydaje mi się nie dość romantyczna w porównaniu z resztą. To może każdy zrobić. Bohaterki nie powinny moim zdaniem gotować.
— Dlaczego? Właśnie w tej części jest pierwiastek humoru i jest to jedna z najlepszych części całego opowiadania — zaprotestowała Ania.
Diana przezornie powstrzymała się od dalszej krytyki, ale pana Harrisona daleko trudniej było zadowolić. Przede wszystkim oświadczył jej, że w opowiadaniu jest o wiele za dużo opisów.