— Maurycy Lennox był złym typem — rzekła Ania z podnieceniem. — Nie rozumiem, dlaczego wszystkim podoba się on więcej niż Parsywal!

— Parsywal jest zbyt dobry. To go czyni nudnym. Następnym razem, gdy będziesz pisała o jakimś bohaterze, dodaj mu trochę zaprawy charakteru ludzkiego.

— Aweryla nie mogła poślubić Maurycego. Był on zły.

— Mogła go poprawić. Mężczyznę można poprawić. Ale ryby w galarecie oczywiście zmienić nie można. Opowiadanie twoje nie jest złe, jest dość zajmujące, to przyznaję. Ale jesteś za młoda, żeby pisać opowiadania, które warto by było czytać. Zaczekaj dziesięć lat.

Ania postanowiła następnym razem, gdy napisze opowiadanie, nie prosić nikogo o ocenę. Było to zbyt zniechęcające. Gilbertowi postanowiła opowiadania nie przeczytać, chociaż wspomniała mu o nim.

— Jeżeli będzie miało powodzenie, zobaczysz je w druku, Gilbercie, ale jeżeli mi się nie powiedzie, nikt go nigdy nie zobaczy.

Maryla nie wiedziała nic o tym wszystkim. W wyobraźni Ania widziała siebie, jak czyta Maryli to opowiadanie z tygodnika i wysłuchuje jej pochwał — w wyobraźni wszystko jest możliwe — a potem triumfalnie przyznaje się do autorstwa!

Pewnego dnia Ania zaniosła na pocztę długą, brzuchatą kopertę, zaadresowaną z naiwną ufnością dziecięcą do największego ze wszystkich wielkich tygodników. Diana tak się tym cieszyła, jak Ania sama.

— Jak sądzisz, jak długo potrwa, zanim dostaniesz odpowiedź? — zapytała.

— Chyba nie dłużej, jak dwa tygodnie. O, jak szczęśliwa i dumna będę, jeżeli moje opowiadanie zostanie przyjęte!