I dając obrok żądzej i zgłodniałej duszy,

Pływa w morzu rozkoszy aż po same uszy

I porwawszy się z łoża, na rękę ją bierze,

Ani chce czekać, aż się przynajmniej rozbierze.

28

Acz beła nocnej szaty swej na się nie wzięła,

Tylko się w lekką jakąś taftę417 uwinęła

Na koszulę tak piękną, że żadna piękniejsza

I cieńsza być nie mogła, ani subtelniejsza.

Gdy ją obłapił, to ta cienka, którą miała,