Ukazał z oceanu, mokrej pełne rosy,

I poczynał oświecać przez jasne promienie

Wierzchy gór, wyganiając niewesołe cienie,

Kiedy Martan bojąc się, aby od Gryfona

Na ostatek nie była ta rzecz objawiona

I nań się jego na zad nie wróciła wina,

Jachał precz, pożegnawszy króla Norandyna,

130

Wynalazszy wymówki pewne w onej chwili,

Że przy naznaczonej być nie mógł krotofili.