A puśćmy się za jego wciąż towarzyszami,

Co morzem uciekają, ujęci strachami.

99

Kiedy się oddalili, płynąc w pełnem biegu,

Od niepobożnej ziemie, od srogiego brzegu

Tak daleko, że ich już więcej nie dochodził,

Już jem więcej straszliwej trąby dźwięk nie szkodził,

Tak ich hańba i ona sromota bolała,

Że jem twarz wstydem, jako od ognia, pałała;

Nie śmieją na się pojźrzeć, tylko smętni stoją,