126
»Nie są to już więcej łzy, które z podziwieniem
»Leję z oczu ustawnie tak żywem strumieniem.
»Tak wielkiemu żalowi łzy nie wydołały
»I ledwie w połowicy beł, gdy ciec przestały:
»Wilgotność to żywotnia, ogniem wypędzona,
»Drogą, która do oczu wiedzie, wypuszczona,
»Ucieka, której leją tak wielki dostatek,
»Że mi żałość i żywot weźmie na ostatek.