Koń Mandrykardów, który z góry spadającej

Szable się srodze boi, straszliwie świszczącej,

Pana swojego z wielkiem swojem złem ratuje:

Wspina się i chcąc uciec, przodek wystawuje,

A wtem go sroga szabla w pół głowy trafiła,

Która na jego pana wyprawiona była;

Nie miał Hektorowego hełmu, nieszczęśliwy,

Jako pan, i zostawa martwy i nieżywy.

105

Ale Mandrykard prędko powstawa na nogi