I z konia Doralika nie spadła durnego1561.
Krzyczy, o zdrowiu żadnej nadzieje już nie ma,
Że ją z wysoka głupi szkapa zrzuci, mniema.
Ten bieży, od piekielnych furyj przymuszony,
Jakoby od samego djabła beł niesiony.
Już jej głosu nie słychać: nigdy, nigdy strzała,
Z cięciwy wypuszczona, prędzej nie leciała.
131
Cudem Rodomont takiem srodze przerażony,
Przestał bitwy i na głos, gdzie biegł koń szalony,