Gdzie się z swem koniem biedzi Marfiza zrzucona

48

Na jej szczęście wprzód nogi z strzemion ratowała,

Niż druga z krwawą bronią do niej przybieżała;

Ale tak jady gore nieporównanemi,

Widząc się już piąty raz na piaszczystej ziemi,

Że Rugierowe prośby próżne i wołania,

Próżne najsłodsze mowy, rady, hamowania.

Wściekłe gniewy obiedwie dziewki zaślepiły,

Pojedynek swój na kształ szalonych czyniły.