ZOFIA [jednocześnie, przyciszonym głosem]. Tyś był bardzo silny, Andrzeju.
ANDRZEJ. To wszystko komedya. Więc ty nie byłaś szczęśliwą ze mną? Powiedz, powiedz!
ZOFIA [bardzo smutnie]. Szczęśliwą? tak mi się może zdawało niegdyś; nie, nie było we mnie fałszu, choć dziś wiem, że nie byłam szczęśliwą. Ale ja i tu nią nie jestem.
ANDRZEJ. Nie byłaś szczęśliwą... Czemu? czemu? Co ja ci zawiniłem Zofio?
ZOFIA [głośniej, szczerze]. Andrzeju, ty nie gardź mną. Ty nawet nie wiesz, jak ja cię szanuję. Mnie dużo, dużo mówiono o tobie, jeszcze nim byłam twoją żoną. Mnie taki wstyd ogarnia, kiedy ja o tobie pomyślę. Ale ja nie mogłam; ja wiem, tyś był taki dobry dla mnie, otoczyłeś mnie bogactwem, przepychem...
ANDRZEJ [pół szyderczo]. Ty myślisz, że chciałem cię kupić...
ZOFIA ...ja tobie zawdzięczam wszystko. Byłam biedną głupią panienką. Ty z twojem nazwiskiem, twojem znaczeniem, tyś mógł się ożenić nie wiem z kim, tyś wybrał mnie, dałeś mi wszystko, a ja co zrobiłam! [przybliża się ku niemu nieśmiało] Andrzeju, ja ciebie przepraszam, ja ciebie przepraszam bardzo [chce całować jego rękę].
ANDRZEJ [powstrzymuje ją]. Zofio!
ZOFIA [stojąc blisko Andrzeja, oparta z tyłu rękami o stół]. Byłam głupiem, lekkomyślnem dzieckiem: tyś mię psuł, myślałeś tylko o życzeniach moich, tyś mi nigdy nie dał cierpieć, nie pokazałeś mi, co to jest ból. [naiwnie i uczuciowo]. A widzisz, cierpieć trzeba, trzeba się poświęcać. Ja tak chciałam dawniej być szarytką. Mnie przy tobie było za dobrze. O! nie łatwo mi było wyjeżdżać. Mnie i ciebie było bardzo żal, i twojej matki, i małej Anki, która codzień przychodziła do cioci Zosi—wyście wszyscy byli tacy dobrzy dla mnie. Ale mi was było żal dla siebie samej. A on jest taki biedny, taki sam. Ty masz matkę, Ankę, ciebie tylu ludzi kocha, ja tobie nie byłam potrzebna. Ciebie tak życie, praca twoja pochłaniała.—A w nim się dusza tak męczy, rwie, miota—ja się o niego tak bałam. Ty wiesz, jego brat się zastrzelił, on zawsze nosi rewolwer przy sobie. Ja się i dziś o niego lękam, ja go muszę ocalić. On zginie bezemnie. [z rozpaczliwą trwogą]. Przebacz mi, ja nie mogę już teraz kłamać! Czy ty mnie rozumiesz?