Zejdę do paczki dziennie, przysięgam. Kelnerzy są dobrzy w biegach, zwłaszcza na krótkie dystanse. Śmiertelnie niebezpieczni, ale na krótkich dystansach. Póki co powtórka z biegu mi nie grozi, więc kolejnego chesterfielda dopalam akurat pod blokiem na Białostockiej. Tym razem Karambol ani trochę nie cieszy się na mój widok. Ja nie cieszę się na jego.

Nienawidzę proszenia o przysługę.

Egzorcysta wpada z wizytą

1.

Mamusia oświadcza, że powinienem znaleźć sobie dobrą kobietę. Obwieszcza to, pałaszując kanapkę z ogórkiem, rzodkiewką, serem topionym i mortadelą. Zamyka wargi na kromce jak ślimak. Normalnie uwielbia królewskie kanapki.

Ze starymi ludźmi właśnie tak jest. Jedzenie to ostatnia przyjemność, jaka im pozostała. Nikt nie pałaszuje z taką pasją jak starcy.

Siedzimy w kuchni naprzeciw siebie. Radio nadaje ściszone modlitwy. Gołębie miotają się na deszczu jak oszalałe anioły, a mamusia wylicza wszystkie znane jej cechy porządnej narzeczonej. Dobra narzeczona umie zrobić zakupy i w życiu nie pójdzie, tak po prostu, do supersamu Pelcowizna. Wie, gdzie sprzedają dobre mięso, a gdzie warzywa. Sprzedawca nigdy nie wciśnie jej zgniłego jabłka Jest cierpliwa. Potrafi sprzątać. Z awanturą zawsze czeka, aż facet wytrzeźwieje i wyleczy kaca. Przyniesie wodę z ogórków i dopiero potem zacznie wrzeszczeć. Tak właśnie mówi moja mamusia z ustami pełnymi chleba razowego.

W takie poranki uśmiech przychodzi jakby trudniej, dźwigam jednak kąciki warg do góry. Ujmuję jej dłoń i mówię, że przecież mam już taką kobietę i jest nią ona sama. Ta wiadomość niezbyt raduje mamusię. Przełyka niedźwiedzi kęs i przypomina, że nie zawsze będzie ze mną. Martwi się moją samotną przyszłością. Odpowiadam: ma zdrowie jak koń, dociągnie setki albo i lepiej. Macha ręką i znów nawija o dobrej dziewczynie. Najlepiej z dzieckiem. Jeśli kobieta ma już dziecko, nie zachce nowego ze mną. I będzie dbała. Znajdzie w sobie radosną wdzięczność. Świat jest pełen porządnych kobiet skrzywdzonych przez niedobrych mężczyzn, słyszę i mam ochotę powiedzieć, że to ja jestem tym niedobrym mężczyzną, niestety.

Mamusia mówi i mówi. Nie chcę tego słuchać i szukam sposobu, żeby jej przerwać. Wyjmuję telefon od Kutavaggia. Zobacz, mamusiu, jakie cuda się dzieją! Co w tej Japonii nawymyślali! Mamusia przejmuje aparat, a do mnie dociera szkodliwa idiotyczność tego pomysłu. Lód spada na kark, lecz jest już za późno. Mamusia trąca ekran raz i drugi. Przegląda zdjęcia. Jej palec zawisa nad telefonem. Moment później kamienieje z otwartymi ustami pełnymi chleba. Drży tylko prawa brew.

Co się stało, mamuś, pytam, choć doskonale wiem. Próbuję zabrać jej telefon. Równie dobrze mógłbym wyrywać miecz z kamienia i tylko deszcz bębni w okna ze zdwojoną siłą. Mamusia wolno podnosi się z krzesła. Sunie do pokoju z telewizorem. Wybałusza oczy przed obrazem Malczewskiego i robi znak krzyża.