Znając snać dobrze drogę ku niemu, pan January nie zatrzymał się, ­a tylko ciągle tak samo zadumany, ruszył w drogę dalej, prosto przez bagno, stawiając powoli stopy na trzęsących się kępkach zielonych.

Pod ciężarem ciała idącego myśliwca grunt uginał sie, kołysał niedostrzegalnie, a pod ­nim chlupotała woda i poruszał się krąg cały wodnistej ziemi.

Pan January nie zwracał jednak na to żad­nej uwagi; w myślach rozpamiętywał coś ciągle, w oczach zaś uporczywie majaczyła mu wywołana przypomnieniem twarz i postać Oli, przesłaniając syl­wetką swą wzrok jego zamglony.

Roztargniony jakby, tu, gdzie się znajdował, zgoła nieobecny, Gowartowski szedł przez moczary, coraz dalej, a raz nawet noga niespodzianie obsunęła mu się na małej kępce, i mało, mało, że nie stra­cił równowagi...

Tymczasem poza nim, w dal roztwierały się ni­by widnokręgu podwoje...

Stopniowo, wąskie pasmo skrytego jeszcze sło­necznego światła, rosło na niebiosach. Z pod bia­łych puchów posłania i spuszczonych dyskretnie jakby gazowych u łoża zasłon - zarumieniona, wstydliwa wychylać się poczęła jutrzenka różana, przecią­gając się lubieżnie jeszcze poza przejrzystą oponą obłoków bladych...

Ponad stawem latały teraz ciągle kuliki; w dali na horyzoncie, z innego snać legowiska, wysoko na pogodnem niebie, ciągnęło tutaj całe stado dzikich kaczek - prostopadle pod niemi ogromny jastrząb krążył majestatycznie nad łanem zboża...

Ostatnie wreszcie cienie przedświtu pierzchły nagle... Pierwszy promień słońca wyjrzał nieśmiało, błysnął po białych ścianach chatynki i blaszanym dachu starego młyna, dotknął się tafli sta­wu, zamigotał w mętnych błotach moczarów i mus­nął pieszczotliwie odwróconą sylwetę idącego mężczyzny.

Na błyszczącej lufie przełożonej przez plecy strzel­by zapalił się blaskiem. Minęła chwila... i już tryumfalnie zajaśniał on, objąwszy płomieniem świateł liście kilkunastu drzew, rosnących wśród bagien. Po­stać kroczącego miarowo po moczarach człowieka na zakręcie, czy też w drzew cieniu, znikła nagle w mgnieniu oka...

Po chwili w dali rozległo się tylko głośne szcze­kanie psa.