Lecz oto nagle czar pryska...

Wypełniająca wnętrze izdebki złocista przestrzeń znika, zjawisko eteryczne zaś zaczyna oddalać się coraz bardziej, unosi w górę, niepochwytne, a za niem tylko na ciemnawem tle facyatki, jak wąż ognisty, wije się struga błyszcząca ścieżka, dotyka stóp jego - pomostem złota łącząc go w ten sposób z uchodzącym cieniem ubóstwianej przezeń kobiety.

Wreszcie znika wszystko.

Młody mężczyzna przeciera dłonią czoło, rozgląda się...

Niema nikogo!

Cóż to więc było?

Hallucynacya zapewne naprężonych nerwów i rozigranej wyobraźni, rzucająca mu na ekran półcieniów izdebki fantasmagoryczny obraz noszonego ciągle w duszy dziewczęcia! Wpływ to rozprzężonych wrażeń i myśli, skutkiem wysiłku, szumiącego jak potok, nawałem zwątpień i pytań mózgu. Zapewne...

I młodzieniec powtórnie przeciera dłonią zmęczone czoło, a jednocześnie żałuje jakby, że widzenie już pierzchło. Przed oczyma stoi mu ciągle, jak żywy, obraz jej, ukochanej - chłonie w siebie jej postać wdzięczną, całuje myślą oczy jej i usta.

W przelocie zarazem, po raz nie wiadomo już który, wzrok jego dotyka banknotów i złota, a w duszy bunt mu się zrywa.

- Jak to?.. On miałby odtrącić od siebie ten grosz, i w ten sposób stracić, na zawsze może, środki ku zdobyciu drogiej sercu kobiety?.. Zniszczyć bezpowrotnie pomost złocisty, łączący go z nią jakby w widzeniu proroczem?