Dzierżymirski na to znowu pochlebstwo nowe w milczeniu nisko pochylił tylko głowę i powstał z siedzenia.
Gość jednocześnie z krzesła zerwał się szybko.
- Dziękuję i uciekam, panie prezesie, czas - to pieniądz, a przysłowie to nigdzie chyba lepiej, niż tutaj, zastosowanem być nie może.
- Proszę wyrazić tymczasowo moje podziękowanie panom z Rady Zarządzającej,- odparł uprzejmie Dzierżymirski. - W sprawie tej zresztą wpadnę osobiście do biur Towarzystwa, przed mym wyjazdem.
- Sługa pański!.. - rzucił jeszcze przybyły w ukłonie i w ślad za tem znikł za drzwiami. Dzierżymirski krokiem miarowym przechadzać się począł po pokoju.
- Więc i ta akcyjna spółka węglowa - myślał - obracająca kapitałami, najpotężniejszymi może w kraju, ceniona, znana, wybrała go również! Więc i oni doń przyszli! Wpośród siebie nie znaleźli nikogo, godniejszego, by piastować urząd, tak pełen zaufania!.. - w umyśle Romana bezustannie nad innemi górowało wrażenie wizyty ostatniej.
Duma wciąż rozsadzała mu piersi, uśmiech zadowolenia błąkał się po ustach; Roman, zamyślony, przebiegał ciągle swój gabinet wielkimi krokami.
Nagle rozmyślanie to, tak wielce dlań miłe, przerwane zostało wejściem lokaja.
- Jakaś nieznajoma pani w żałobie chce widzieć się z jaśnie panem - zaanonsował.
- Jak się nazywa?