Topolski jednak wobec powyższego faktu, po głębszem wniknięciu w siebie, decyduje, że bądź co bądź pozbył się baby...
Oddychając zatem pełną piersią - swobodny wyjeżdża do dóbr swych "krzyżyk na świśniętym pugilaresie postawiwszy" - jak powiedzieliby bracia nasi, Litwini...
Tu pan Emil przerwał opowieść raz jeszcze, zapalił na nowo zgasłe cygaro i kończył.
- Od tej chwili minęło lat ośm, a tych dwoje nie widziało się wcale.
Skończyłem...
Ładyżyński odetchnął i umilkł.
- Dziękuję panu za opowiadanie - pośpieszył z odpowiedzią, Krasnostawski. - Rzeczywiście, szarada prawdziwa... Ale w Szczęsnojej zdziwienie było wielkie?
- Ogromne! - odparł pan Emil. - Notabene, wyobraź pan sobie, w Szczęsnojej pełno gości... Mieszka tam więc stale: primo jakaś poważna wielce krewna Topolskiego, zapewne dlatego, by do kawalerskiej siedziby pana na Szczęsnojej mogły przybywać i damy; secundo, prócz męskiego towarzystwa, przybyłego niespodzianie z kolei dziś z rana - a w których to gronie nie brakowało i jednego prezesa, społecznego koleżki Romana - znajdowało się też w siedzibie Topolska kilka osób, które przyjechały specyalnie do naszych: pań, z kondolencyą po pożarze.
Więc powiadam panu! - mówił wesoło dalej Ładyżyński - gdy to co mówiłem, nam, mężczyznom, opowiedział Topolski po kolacyi przy cygarze, i kiedy wiadomość ta do pań się przedostała, Topolski został bohaterem dnia!..
- No, a pani Ola nic o istnieniu tego portfelu nie wiedziała?