Krasnostawski ostatniem spojrzeniem smutnem objął raz jeszcze wszystko i cofnął się w głąb wagonu...
Zagrała w tejże chwili trąbka drożnika, mignęły latarnie sygnałów i pociąg kuryerski znikł, pochłonięty cieniami nocy.
Na dworcu zagościł znowu spokój. Wszyscy rozeszli się teraz na dobre, pogaszono latarnie, a w oknach stacyi niebawem również znikły światła.
Na bagnach chór żabi grał tylko swą pieśń jednostajną gdzieś w dali, w pobliskim lesie słyszeć się dawały jakieś, szmery i senna noc cicha, zasiadłszy, jak królowa, na tronie z tkanego złotem szafiru - rozpostarła panowanie nad światem...
Cisza zupełna zawładnęła okolicą.
Mierząc tylko mknący chyżo czas, olbrzymi zegar stacyjny wydzwaniał godziny miarowo...
W milczeniu ogólnem, jak szept człowieka, głos jego odzywał się bezustannie:
Tik - tak! tik - tak! tik - tak!..
-------------
W centrum Medyolanu, na placu "Del Duomo," w powodzi jaskrawych promieni upalnego, kończącego się już popołudnia, leniwie snuły się po chodnikach sylwetki niezbyt licznych przechodniów, kryjąc się od słońca pod kolumny frontowe i oszkloną galeryę "Vittorio Emanuele."