Nagle koło ich rozprzęga się gwałtownie, milkną - pozostawiają w zapomnieniu zupełnem pomnik i znajdującego się u stóp jego człowieka. Momentalnie, szybko, ustawiają się składnie w dwa szeregi, pochylają z gracyą i pokorą, szacunku pełną, w powitalnym ukłonie...
To pani ich i królowa - Noc, strojna, wspaniała z wyżyn na ziemię zestąpiła właśnie w tej chwili, w czarnym swym płaszczu i w gwiazd aureoli.
--------------
Poranek sierpniowy uśmiechał się tego dnia radośnie do tętniącego zwykłym ruchem wielkiego miasta. Pogodny, jasny, niósł on jednak w powiewach swych, chłodniejszych już nieco i świeższych, zapowiedź idącej wczesnej jesieni, tej czarownej, pięknej jesieni polskiej, tak zadumanej zda się i marzącej cicho, po otulonych mgłami płaszczyznach i tak pełnej porywającej sobą tęsknoty.
Na jednej z głównych ulic miasta uwijano się żwawo. Przechodnie, wszyscy skwapliwie spieszący w jedną stronę, wymijali się gorączkowo, dzwoniły tramwaje, dorożki turkotały głośno - lekko, z cicha przesuwały się liczne, na gumowych kołach, ekwipaże i karety, dążąc również w tymże, co i piesi, kierunku.
Niebawem jednak liczba jadących powozów poczęła się zmniejszać stopniowo coraz bardziej, w końcu zaś ustała zupełnie.
Ulicę ruchu kołowego zamknięto. Ostatnie, zabłąkane dorożki zawracano, zmuszając do natychmiastowego skręcania w pierwszą lepszą boczną ulicę, a we względnej, panującej obecnie, uroczystej ciszy rozlegał się tylko zgłuszony szmer licznych stóp idącej po trotuarach gromady ludzkiej.
Pół-milczenie to dyskretne trwało dobre pół godziny.
Wreszcie z wieżyc jednego z pobliskich kościołów odezwały się poważnie i rzewnie żałobne dzwony i smutne - zabrzmiały donośnie.
Ruch powstał na chodnikach... Zbierano się grupami, przystawano, policya i żandarmi na koniach poczęli czynić porządek, niebawem zaś w perspektywie wielkomiejskiej, opustoszałej środkiem ulicy, ukazał się kondukt pogrzebowy. Na progach magazynów, balkonach i w oknach domów zaroiło się od widzów ciekawych...