. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Nazajutrz osamotnienia i zapomnienia żywych wstydzić się już nie potrzebował przed innymi - wspa­niały grobowiec prezesa Dzierżymirskiego.

Czyjaś troskliwa ręka ustawiła na grobie palmy i świeże kwiaty... W krzyż ułożonych różnokolorowych lampionów kilkanaście nęciły tu oko i skromny, aczkolwiek gustowny wieniec zielony u pomniko­wego tulił się podnóża. Tamże błyszczał o nieboszczyku napis złocisty, złożony z samych tytułów i go­dności...

I w blasków powodzi, na szczycie kolumny ja­śniała zarówno teraz wdzięcznie odrzeźbiona sylweta pięknego, młodego jeszcze mężczyzny.

Królując nad wszystkiem dokoła, niepokalanie biały, stał on i patrzył zamyślony! Na ustach z kamienia błąkać się zdawał dyskretny uśmiech zwy­cięskiej ironii...

A poniżej - u stóp posągu, na czarnem tle mar­muru, wielkiemi literami, rzucały się w oczy te oto wyryte słowa:

Uczciwy, szlachetny i prawy,

Ukochał bliźnich i społeczeństwu oddal życie całe -

Nagrodź go, Panie!..