- Ależ zmiłuj się, uspokój ! - pospiesznie przerwała marszałkowa. - Nic jeszcze nie wiesz dokładnie, a już obwiniasz innych na chybił-trafił. Proszę cię, bardzo proszę, cierpliwości trochę, spokoju, aż opowiem ci wszystko, - dodała błagalnie.

Pan January mimo woli ucichł i spojrzał pytająco na siostrę.

- Serce-ż ty moje, posłuchaj, a nie martw się tak okrutnie - drżącym od wzruszenia głosem, ze współczuciem, przemówiła znowu pani Melania, w nagłem rozczuleniu zatrącając przytem wyraźnie rodzonym ukraińskim akcentem, od którego odzwyczaiła się była swą ciągłą bytnością w mieście. - Posłuchaj, jak się rzecz miała - zaczęła marszałkowa, i ciągnęła tak dalej : - Przede wszystkiem, kiedy już tak boleśnie dotknąłeś mię przypuszczeniem, że byłam w zmowie przeciwko tobie, wytłumaczyć się winnam... Tak nie było wcale, jak sądzisz; przeciwnie do ostatniej chwili ja o niczem zgoła nie wiedziałam...

Jak to? - przerwał siostrze zdumiony Gowartowski.

- Tak, serce, tak, Januarku, ja nic zupełnie nie wiedziałam - powtórzyła marszałkowa, z widocznym żalem w głosie - a dlaczego? Dlatego, że oni poradzili sobie bez nas... Roman porwał Olę i natychmiast wyjechali razem za granicę.

I pani Melania umilkła, wszystko najgorsze już było bratu wiadomem. Pod nowym ciosem pochyliła się głowa mężczyzny, i odbiło się na niej jeszcze boleśniejsze cierpienie.

- Olu!... Olu!... dziecko moje!.. Jakże zawiodłem się na, tobie! - z ciężkiem westchnieniem wymknęło się z ust biednego ojca.

Marszałkowa spoglądała wzruszona na brata. Gniewu jego nie bała się ona; uniesienie przechodzi. Lecz czego lękała się dotąd najbardziej, to tej rany właśnie, zadanej kochającemu sercu ojcowskiemu przez córkę, depczącą przywiązanie do niej silne i bez upamiętania - dla ułudnej fatamorgany zmysłowych rozkoszy, dla miłości kwiatów i ponęt...

Pan January, z głową na piersi schyloną, milczał teraz, ukrywszy twarz w dłonie. Ze wzrastającem coraz bardziej współczuciem patrzyła wciąż pani Melania na brata i myślała:

- 0, dzieci, dzieci, pokolenia młode, jakże wy często i okrutnie ranicie serca starych! Przywiązuje się ich jesień smutna do waszych wiosen, pełnych wesela, a wy, jak te ptaki, szukające wciąż ciepła i słońca, lekkomyślnie rzucacie te serca, tratujecie miłość, zaparcia siebie pełną, a pogardzając dogasającemi, popielejącemi iskrami - szukacie, garniecie się do ognia, do młodych!..