Tego, co go dzisiaj spotykało, nie było tam zgoła. On szanował sędziwy wiek, przywiązania starych nie tratował; choć kochał i szalał, jednak zawsze godził jedno z drugiem.
Tu zaś obecnie działo się zupełnie co innego. I Gowartowski w tej samej chwili odwrócił się do ściany, a przymknąwszy machinalnie powieki, i jakby chroniąc słuch od jakichś odgłosów, jak dziecię wcisnął w poduszki głowę swą siwą. Bo nagle zdało mu się wyraźnie, że czyn Oli przyoblekł się w słowa i w pustych, cichych ścianach pokoju krzyczy wielkim głosem:
- Idź w kąt, stary niedołęgo! Czyż ja potrzebuję ciebie się pytać? Ja chcę żyć, kochać! Pragnę za męża mężczyzny drogiego sercu, a tu ty myślisz mi przeszkodzić?...
W ciszy pokoju, w uśpieniu letniej nocy, rozległo się bolesne, stłumione łkanie - starzec płakał...
Dawno niezmoczone łzą sędziwe męskie powieki, zaszkliły się rosą - stroskanego ojca uniósł ból począł rozsadzać piersi.
A jednocześnie przywidziało mu się, jakby w halucynacyi nagłej, że oto skądsiś nagle, do ciasnych ram sypialni wpada, jak huragan, dziwny rydwan złocisty... Przytuleni, zrośli jakoby ze sobą, siedzą na nim Roman i Ola, zapatrzeni w siebie, nie widząc nic dokoła.
Rydwan zaś wspaniały zbliża się coraz bardziej...
Ciągną go ogniste piękne rumaki białe, a po jego stopniach, ozdobach i kobiercach, wszędzie sypią się kwiaty; zasypują go, pochłaniają...
Muzyka wesoła, skoczna, zagłusza tymczasem tętent koni - nad zakochaną parą młodych roje cherubów unoszą się w górze, skrzydełka ich szumią radośnie, a czarowna miłość toruje im
drogę!...