Młodzieniec podszedł do kanapy, przed którą stał stoliczek mahoniowy, i usiadł. Wkrótce w ciszy rozległ się zgrzyt zapałki. Po chwili mała lampka oświetlała już poddasze, młody człowiek zaś, raz jeszcze obejrzawszy się wkoło, szybko, sięgnął do kieszeni swego ubrania.

Nerwowo, śpiesznie wydobył stamtąd wręczony niedawno portfel skórzany i, z błyskiem ciekawości w oczach roztworzywszy go, położył na stole.

Z sześciu, zapiętych małemi klapkami, przedziałów złożony, z wielką spodnią, idącą przez całą długość jego kieszenią, w oczekiwaniu, cicho, pugilares patrzeć się zdawał na siedzącego mężczyznę...

Ręce jego jednak, dotknąwszy się tylko pobieżnie wypełnionych kryjówek, zatrzymały się chwilę bezczynnie, a na nerwowej twarzy odbiło zdumienie, połączone jakby z przestrachem.

- Jak to, więc tak dużo tu czegoś? -mówiły wyraźnie wielkie, wyrazu pełne oczy młodzieńca, i jednocześnie pytać się zdawały niepewne: - Czy tylko to aby pieniądze?..

I dziwna reakcya odbywała się w duszy jego.

Gdy krętemi uliczkami leciał do swego mieszkanka, paliła go chęć ujrzenia, co zawiera portfel, a obecnie?... Lęk oto jakiś niewytłumaczony zawładnął nim nagle.

Przeczucie mówiło mu wyraźnie, że tu, przed nim, w pugilaresie tym, ukryty na razie od oczu ludzkich, mieścił się majątek może, tkwił pieniądz - ten talizman ludzkiego dobrobytu i szczęścia, drzemała świata tego potęga - złoto...

A jednak nie poruszył on dotąd wcale portfelu... Dlaczego?

Bo z przeczuciem bogactw, które czekać się zdawały tylko dotknięcia jego, czuł dobrze, zdawał sobie on sprawę z czegoś innego również.