— Wstawać! Do kontroli!...

Otworzył oczy, podniósł głowę — obok pryczy stał rudy, gruby dozorca i szarpał go za połę kurtki, a wysoki przygarbiony pomocnik naczelnika więzienia patrzał nań ironicznie szarymi oczyma i mówił:

— Proszę wstawać w czas... tu nie w domu u mamusi!...

— Zaraz... — powiedział Misza, uśmiechając się bez urazy, i szybko zeskoczył z pryczy.

Pomocnik naczelnika spojrzał nań, odwrócił się do drzwi i łagodniejszym już tonem zauważył:

— Poprosiłbyś pan o papier i napisałbyś do domu... o pościel... i inne rzeczy... — I, nie oglądając się, wyszedł.

Następnie Misza poszedł się myć, na koniec korytarza, gdzie nad szerokim i długim korytem sterczał ze ściany szereg miedzianych kranów, a z nich krągłymi, grubymi strugami lała się zimna woda... Po korytarzu biegali szaro odziani aresztanci z blaszanymi czajnikami w rękach i od czasu do czasu rozlegało się wołanie:

— Po wrzątek... hej!

Dzwoniąc kajdanami, naprzeciw Miszy szedł wysoki, zgrabny więzień z bladą twarzą, okoloną gęstą, blond brodą; spojrzał na studenta, mrugnął nań i, uśmiechając się, rzekł:

— Co, paniczu, nakryli?