— Wiesz, co ci powiedziałem. Teraz rób, co zechcesz.
Twarz Gilberty pozostała chmurna przez całe śniadanie, po którym udaliśmy się do jej pokoju. Po czym nagle, bez wahania i tak, jakby się nie wahała ani przez chwilę, wykrzyknęła:
— Druga godzina! wie pani przecie, że koncert zaczyna się o wpół do trzeciej.
I kazała nauczycielce się spieszyć.
— Ale — rzekłem — czy to nie zrobi przykrości twojemu ojcu?
— Ani trochę.
— Jednakże on się bał, żeby to się nie wydawało dziwne z powodu tej rocznicy.
— Co mnie może obchodzić, co inni myślą? Uważam, że to jest śmieszne zajmować się drugimi w sprawach uczucia. Czuje się dla siebie, nie dla publiczności. Mademoiselle, która ma mało rozrywek, cieszyła się na ten koncert, nie pozbawię jej tego dla przyjemności obcych.
Włożyła kapelusz.
— Gilberto — rzekłem, biorąc ją za ramię — to nie dla obcych, ale dla ojca.