Chciał zaludnić ten pałac Syjonu córami;

Młode i tkliwe kwiaty, losem doświadczone,

Pod niebo cudzoziemskie jak ja przeniesione,

W miejscu, co od niegodnych oczu leży zdala,

On (przezacny ambasador) troskliwie hoduje i w cnocie utrwala.

Wreszcie pan de Vaugoubert przemówił inaczej niż oczami:

— Kto wie — rzekł melancholijnie — czy w kraju, gdzie ja rezyduję, nie istnieje to samo.

— To bardzo prawdopodobne — odparł p. de Charlus — zaczynając od króla Teodozjusza, mimo że nie wiem o nim nic pozytywnego.

— Och, wcale nie!

— W takim razie, doprawdy znakomicie to udaje! Ależ się mizdrzy! Ma ten genre „moja mała”, rodzaj którego najbardziej nie znoszę. Nie odważyłbym się z nim pokazać na ulicy. Zresztą, musisz mieć o nim wyrobione zdanie, znany jest jak zły szeląg.