Cambremerowie obrazili się bardzo; równocześnie zaś inne wydarzenia sprowadziły pewne napięcie ich stosunków z „paczką”. Pewnego razu, wracaliśmy — Cottardowie, Charlus, Brichot, Morel i ja — z obiadu w la Raspelière; Cambremerowie, którzy mieli śniadanie u przyjaciół w Harambouville, jechali część drogi z nami. „Pan tak kocha Balzaka i tak umie go pan rozpoznawać we współczesnym społeczeństwie — rzekłem do pana de Charlus — iż musi pan mieć wrażenie, że ci Cambremer wyrwali się ze Scen z życia prowincji.” Ale p. de Charlus, absolutnie tak jakby był ich przyjacielem i jakby go uraziła moja uwaga, przerwał:
— Mówi pan to dlatego, że żona jest inteligentniejsza od męża — rzekł sucho.
— Och! nie chciałem powiedzieć, aby to była Muza z zaścianka, ani pani de Bargeton961, mimo że...
P. de Charlus przerwał znowu:
— Powiedz pan raczej: pani de Mortsauf962.
Pociąg zatrzymał się, Brichot wysiadł.
— Próżno dawaliśmy znaki, pan jest straszny.
— Jakto?
— Ech, czy pan nie widzi, że Brichot jest śmiertelnie zakochany w pani de Cambremer?
Ujrzałem z zachowania się Cottardów i Morela, że to nie budzi cienia wątpliwości w „paczce”. Sądziłem, że to jakaś złośliwość z ich strony.