przeze mnie specjalny pułkownik i obudzony śmierdzę

szpitalem i śniegiem. To zwykłe; chłopiec w oknie

naśladuje motor, kot śpi za ścianą z pyskiem pełnym ryb.

***

Skrzep słońca, sadzy i sytego mrozu; patrzę,

kiedy mówisz. Nie wiedzieć, że nisko porusza się

śnieg i nazywam płaszcz, popiół i resztę przedmiotów.

***

Skaleczenia, ciepłe; budynki w kropli żywicy

wyplutej z pociągu. W każdym z nich kłębek nici,