Obróciła się na bok, kończąc te słowa i kazała córce przywołać dworki, nie chcąc słuchać ani mówić więcej. Pani de Clèves wyszła od matki w stanie, który można sobie wyobrazić, a pani de Chartres myślała już tylko o tym, aby się gotować na śmierć. Żyła jeszcze dwa dni, przez które nie chciała widzieć córki, jedynej istoty, którą kochała.
Pani de Clèves była straszliwie znękana: mąż nie opuszczał jej, i skoro tylko pani de Chartres oddała ducha, zabrał żonę na wieś, aby ją oddalić od miejsc, które drażniły jedynie jej boleść. Nigdy nie widziano podobnego bólu; mimo że czułość i wdzięczność miały w nim największy udział, to iż straciła w matce obronę przeciw panu de Nemours też wiele się przyczyniało. Czuła się nieszczęśliwa, zdana samej sobie w chwili, gdy tak mało była panią swoich uczuć i gdy tak bardzo pragnęłaby mieć kogoś, kto by się jej użalił i dodał jej siły. Sposób, w jaki pan de Clèves z nią postępował, budził w niej silniejszą niż kiedykolwiek chęć, aby w niczym nie uchybić temu, co mu była powinna. Okazywała mu więcej przyjaźni i czułości niż wprzódy, nie chciała, aby ją opuszczał, i zdawało się jej, że znajdzie w tym przywiązaniu obronę przeciw panu de Nemours.
Książę odwiedził pana de Clèves na wsi, czynił, co mógł, aby przedłożyć też służby pani de Clèves, ale nie chciała go przyjąć. Czując, że nie mogłaby sprawić, aby się jej nie wydał uroczy, uczyniła silne postanowienie, iż wzbroni sobie widywania go i będzie unikała wszelkiej po temu sposobności.
Pan de Clèves udał się do Paryża, aby być u dworu i przyrzekł żonie, iż wróci nazajutrz; ale wrócił dopiero w dzień potem.
— Czekałam cię wczoraj cały dzień — rzekła pani de Clèves — i muszę się użalić na ciebie, żeś nie wrócił, tak jak przyrzekłeś. Wiesz, że gdybym w stanie, w jakim się znajduję, była zdolna do nowego strapienia, to pewnie z powodu śmierci pani de Tournon, o której dowiedziałam się dziś rano. Żałowałabym jej, gdybym jej nawet nie znała; zawsze to rzecz godna współczucia, gdy młoda i piękna kobieta jak ona umrze w ciągu dwóch dni: ale co więcej, była to jedna z osób, które mi były najmilsze, i godna tego przez swój charakter i cnoty.
— Bardzo byłem strapiony, że nie mogłem wrócić wczoraj — odparł pan de Clèves — ale trzeba mi było pocieszać człowieka tak nieszczęśliwego, że niepodobna było go opuścić. Co do pani de Tournon, nie radzę ci martwić się zbytnio, jeśli ją opłakujesz jako kobietę pełną cnót i godną twego szacunku.
— Dziwi mnie to, co mówisz — odparła pani de Clèves — nieraz słyszałam z twoich ust, że nie ma na dworze kobiety, którą byś cenił wyżej.
— To prawda — odparł — ale kobiety są niepojęte; im więcej je poznaję, tym czuję się szczęśliwszy, że mam ciebie, tak iż nie mogę dość nadziwić się memu szczęściu.
— Cenisz mnie ponad wartość — odparła pani de Clèves z westchnieniem — nie czas jeszcze uważać mnie za godną ciebie. Ale powiedz mi, błagam, co cię rozczarowało do pani de Tournon.
— To już stare dzieje — odparł — od dawna wiem, że kochała hrabiego de Sancerre i dawała mu wszelkie nadzieje, że go zaślubi.