„Chcę z tobą mówić — rzekła — ujrzysz z tego, co ci powiem, że jestem ci życzliwa”. Urwała i patrząc na mnie bystro, podjęła znowu: „Jesteś zakochany i stąd że się nie zwierzasz nikomu, myślisz, że o twej miłości nikt nie wie; ale wiedzą o niej nawet ci, których to obchodzi, śledzą cię, wiedzą, gdzie się widujesz z kochanką, chcą cię zaskoczyć. Nie wiem, kto ona jest; nie pytam o to; chcę cię jedynie uchronić od nieszczęść, które ci grożą”. Patrz oto, proszę, jaką zasadzkę zastawiła mi królowa i jak trudno było w nią nie wpaść. Chciała się dowiedzieć, czy jestem zakochany: i nie pytając w kim, troszcząc się rzekomo tylko o moje dobro, oddaliła pozór, iż mówi jedynie przez ciekawość lub z jakimś zamiarem.
Mimo to wbrew wszystkim pozorom, odgadłem prawdę. Kochałem panią de Thémines; ale, mimo że kochany wzajem, nie byłem dość szczęśliwy, aby się z nią widywać poufnie i obawiać się zaskoczenia; zrozumiałem tedy, że to nie ją królowa ma na myśli. Wiedziałem też, że mam porozumienie z inną kobietą, mniej piękną i mniej surową niż pani de Thémines, i nie było niemożliwe, że odkryto miejsce, gdzie ją widywałem; ponieważ jednak mało o nią dbałem, łatwo mi było uchronić się od wszystkich niebezpieczeństw, przestając ją widywać. Toteż postanowiłem nic nie mówić królowej, a zapewnić ją przeciwnie, że już od dawna poniechałem miłości kobiet, które mi były dostępne, ponieważ zdały mi się wszystkie nie dość godne serca zacnego człowieka, i że jedynie coś o wiele powyżej nich mogłoby mnie znęcić.
„Nie odpowiadasz mi szczerze — rzekła królowa — wiem, że jest przeciwnie niż powiadasz. Sposób, w jaki mówię z tobą, powinien by cię skłonić, abyś mi nic nie ukrywał. Chcę cię liczyć do moich przyjaciół — ciągnęła — ale nie chcę, dając ci to miejsce, być nieświadoma innych twoich związków. Zastanów się, czy chcesz kupić mą przyjaźń za cenę tego zwierzenia; daję ci dwa dni, ale po tym czasie zastanów się dobrze, co mi powiesz, i pamiętaj, iż, jeżeli później przekonam się, żeś mnie oszukał, nie daruję ci tego nigdy w życiu”.
To rzekłszy, królowa oddaliła się, nie czekając odpowiedzi. Wyobrażasz sobie, że to, co mi powiedziała zajechało mi mocno w głowę. Dwa dni, których mi użyczyła, nie wydały mi się zbyt długie na tę decyzję. Widziałem, że ona chce wiedzieć, czy ja jestem zakochany, i że nie chciałaby, aby tak było. Widziałem skutki i następstwa tego, co postanowię; poufny stosunek z królową to było coś, co niemało głaskało moją próżność, zwłaszcza z królową, która jest jeszcze bardzo powabna. Z drugiej strony kochałem panią de Thémines i mimo że sprzeniewierzyłem się jej po trosze dla kobiety, o której ci mówiłem, nie mogłem się zdobyć na zerwanie. Widziałem niebezpieczeństwo, na jakie się narażam, oszukując królową, i jak trudno było ją oszukać; mimo to nie mogłem się zdobyć na odrzucenie tego, co mi los nastręczył i puściłem się na hazard. Zerwałem z ową kobietą, z którą stosunki mogły wyjść na jaw; co zaś do pani de Thémines, miałem nadzieję, że zdołam rzecz utaić.
Po upływie dwóch dni naznaczonych przez królową, kiedy wchodziłem do komnaty, gdzie damy siedziały kołem, zagadnęła mnie głośno z powagą, która mnie zdziwiła: „Czy nie pomyślałeś o sprawie, którą ci zleciłam i czy wiesz całą prawdę?”. „Tak, pani — odparłem — jest tak, jak rzekłem W. K. Mości”. „Przyjdź wieczorem w godzinie, o której zwykłam pisać — odparła — dam ci dalsze zlecenia”. Złożyłem głęboki ukłon, nie odpowiadając nic, i nie omieszkałem stawić się w oznaczonej godzinie. Zastałem ją w galerii; był z nią sekretarz i parę dworek. Skoro tylko mnie ujrzała, podeszła i odciągnęła mnie na koniec galerii. „I cóż — rzekła — czy dobrze zastanowiłeś się nad tym, że mi nie masz nic do powiedzenia? I czy moje postępowanie z tobą nie zasługuje, abyś był szczery?”. „Dlatego że jestem z Waszą Miłością szczery — odparłem — nie mam Jej nic do powiedzenia; przysięgam W. K. Mości z całym szacunkiem, jaki Jej jestem winien, że nie łączy mnie nic z żadną z pań na dworze”. „Chcę wierzyć — odparła królowa — ponieważ tego pragnę; a pragnę tego, ponieważ pragnę, abyś był mi całkowicie oddany: niepodobna zaś byłoby mi zaufać twej przyjaźni, gdybyś był w kimś zakochany. Nie można zawierzyć się zakochanym, nie można być pewnym ich dyskrecji. Są nadto roztargnieni i zajęci; kochanka jest ich główną troską, która nie godzi się ze sposobem, w jaki chcę, abyś mi był oddany. Pamiętaj tedy, iż na słowo, które mi dałeś, że nie masz żadnego innego zobowiązania, wybieram ciebie, aby ci dać moje pełne zaufanie. Pamiętaj, że chcę mieć całkowicie twoje; abyś nie miał ani przyjaciela, ani przyjaciółki prócz tych, którzy mi będą mili i abyś poniechał wszelkiego innego starania prócz tego, aby mi być miłym. Nie żądam, byś się wyrzekł dbałości o swą fortunę; zajmę się nią lepiej niż ty sam, i co bądź bym uczyniła dla ciebie, będę dobrze wynagrodzona, jeśli ty będziesz takim, jak się spodziewam. Wybieram cię, aby ci powierzyć wszystkie moje zgryzoty, i abyś mi pomógł je ukoić. Możesz mniemać, że nie są one małe. Znoszę na pozór bez zbytniej przykrości przywiązanie króla do pani de Valentinois; ale jest mi ono nieznośne. Ona włada królem, oszukuje go, gardzi mną, wszyscy moi ludzie są jej oddani. Królewicowa, synowa moja, dumna ze swej piękności i z wpływu swoich wujów, nie oddaje mi żadnej powinności. Konetabl de Montmorency jest panem króla i królestwa; nienawidzi mnie i okazał mi to w sposób, którego nie mogę zapomnieć. Faworyt króla, marszałek de Saint-André, to młody zuchwalec, który też nie lepiej obchodzi się ze mną. Szczegóły moich nieszczęść przejęłyby cię litością; nie odważyłam się dotąd zaufać nikomu; zawierzam się tobie, spraw, bym tego nie żałowała, i bądź moją jedyną pociechą”. Oczy królowej zaczerwieniły się, kiedy domawiała tych słów; myślałem, że jej padnę do nóg, tak szczerze byłem wzruszony jej dobrocią. Od tego dnia miała do mnie zupełne zaufanie; nie czyniła nic, o czym by mi nie mówiła, i zachowałem z nią stosunki, które trwają jeszcze.
Część trzecia
Jednakże, mimo że przejęty i zatrudniony nowym związkiem z królową, przywiązany byłem do pani de Thémines skłonnością, której nie mogłem przemóc. Zdawało mi się, że mnie przestaje kochać; i zamiast (jakbym uczynił, gdybym był rozsądny) by skorzystać z jej odmiany, aby się łatwiej uleczyć, miłość moja wzmogła się od tego. Postępowałem tak nieostrożnie, że królowa zaczęła się domyślać tej miłości. Zazdrość wrodzona jest osobom z jej kraju; a może królowa ma dla mnie uczucia żywsze jeszcze niż sama przypuszcza? Ale w końcu pogłoski o mojej miłości przyprawiły ją o taki niepokój i zgryzotę, iż sto razy myślałem, że jestem zgubiony w jej oczach. Uspokoiłem ją wreszcie siłą starań, uległości i kłamliwych przysiąg; ale nie byłbym zdołał oszukać jej długo, gdyby odmiana pani de Thémines nie oddaliła mnie od niej pomimo mej woli. Okazywała mi, że mnie już nie kocha; i byłem o tym tak przekonany, że trzeba mi było przestać ją dręczyć dłużej i zostawić ją w spokoju. W jakiś czas potem przesłała mi ów list, który zgubiłem. Dowiedziałem się z niego, że wie o stosunkach moich z ową kobietą, o której ci mówiłem, i że to była przyczyna jej odmiany. Ponieważ nie miałem wówczas już nic, co by mnie dzieliło, królowa dosyć była rada ze mnie; że jednak uczucia moje dla niej nie są tego rodzaju, aby mnie czyniły niezdolnym do innej miłości, a serce to nie sługa, zakochałem się w pani de Martigues, do której miałem już znaczną skłonność wówczas, gdy była panną Villemontais, dworką królewicowej. Sadzę, że nie jest mi nieprzychylna; dyskrecja moja, której nie zna wszystkich przyczyn, usposabia ją życzliwie. Królowa nie posądza mnie o nią; ale ma inne podejrzenia nie mniej dotkliwe. Ponieważ pani de Martigues jest wciąż u królewicowej, zachodzę tam o wiele częściej niż zwykle. Królowa wyobraziła sobie, że to w królewicowej jestem zakochany. Stanowiskiem jest jej równa, przewaga zaś urody i młodości budzą w niej zazdrość dochodzącą do szału oraz nienawiść, której nie umie już ukryć. Kardynał lotaryński, który od dawna pono zabiega o względy królowej i który widzi dobrze, że ja zajmuję pożądane miejsce, wdał się, pod pozorem pogodzenia jej z królewicową, w przyczyny ich sporu. Nie ma wątpienia, że przejrzał prawdziwy powód kwasu królowej i z pewnością szyje mi buty jak może, nie zdradzając swej intencji. Oto jak stoją rzeczy w tej chwili. Osądź, jakie następstwa może mieć list który zgubiłem i który nieszczęście moje kazało mi włożyć do kieszeni, aby go oddać pani de Thémines. Jeśli królowa dostanie ten list, pozna, że ją oszukiwałem i że prawie w tym samym czasie, kiedy ją zdradziłem dla pani de Thémines, zdradzałem panią de Thémines dla innej; osądź, jakie jej to da pojęcie o mnie i czy będzie mogła kiedy wierzyć moim słowom. Jeżeli nie dostanie tego listu, co ja jej powiem? Wie, że go oddano do rąk królewicowej; pomyśli, że Chastelart poznał pismo królewicowej i że list jest od niej; wyobrazi sobie, że osobą, o której mowa w liście, jest może ona sama; słowem, nie ma rzeczy, której by nie mogła pomyśleć, której bym się nie musiał obawiać. Dodaj, że ja się kocham w pani de Martigues; że z pewnością królewicowa pokaże jej ten list; oczywiście będzie przypuszczała, że jest niedawno pisany; tak więc czeka mnie niełaska zarówno osoby, którą gorąco kocham, jak osoby, której trzeba mi się lękać ponad wszystko. Widzisz, czy nie mam przyczyny zaklinać cię, abyś powiedział, że list jest twój, i błagać na wszystko, abyś go poszedł odebrać od królewicowej.
— Widzę w samej rzeczy — rzekł pan de Nemours — że nie można być w większym kłopocie; ale trzeba przyznać, żeś na niego zasłużył. Obwiniano mnie, że nie jestem wiernym kochankiem i że mam po kilka miłostek naraz: ale ty przewyższasz mnie tak dalece, że nie śmiałbym nawet zamarzyć rzeczy, które ty spełniłeś. Czy mogłeś mniemać, że zachowasz panią de Thémines, wiążąc się z królową? I czyś się spodziewał, że związawszy się z królową będziesz ją mógł oszukiwać? Jest Włoszką i królową, i tym samym podejrzliwą, zazdrosną i dumną: kiedy twoje szczęście raczej niż twój rozsądek zwolniło cię z dawnych zobowiązań, podjąłeś nowe i wyobrażałeś sobie, iż na oczach całego dworu będziesz mógł kochać panią de Martigues tak, żeby królowa tego nie spostrzegła? Nie mogłeś dołożyć zbyt wiele starań, aby wynagrodzić królowej wstyd, iż uczyniła pierwsze kroki. Zapomniała dla ciebie o wszystkim; twoja dyskrecja broni ci powiedzieć mi tego, a moja pytać o to; ale to pewna, że cię kocha, że ci nie ufa i że oczywistość jest przeciw tobie.
— Czy tobie przystało obsypywać mnie wyrzutami — przerwał widam — i czy twoje doświadczenie nie powinno raczej mieć pobłażania dla moich błędów? Przyznaję chętnie, żem zawinił; ale pomyśl, błagam, jak mnie ratować z przepaści. Sądzę, iż trzeba, abyś poszedł do królewicowej, skoro tylko się obudzi, i poprosił jej o ów list jakoby zgubiony przez ciebie.
— Powiedziałem ci już — odparł pan de Nemours — że propozycja twoja jest trochę dziwna i że mój osobisty interes niełatwo się z nią zgodzi: ale co więcej, widziano, jak ten list wypadł z twojej kieszeni, trudno byłoby mi kogoś przekonać, że wypadł z mojej.