I liście jedzą,

Albo zgrubiały kadłub wlokąc z paszy zmudnie

Pod cień w południe,

Burmistrzują po lipie, jak po własnym dworze,

W wieczornej porze,

O to tylko troskliwe, by wyszedł z ich nory

Przychówek spory.

On był z tych dumnych świerszczów, których pierś kosmata

Objąć chce kręgi świata.

Od kwitnących jaśminów u dworskiej lewady,