Tam, gdzie ten pierścień blady

Tli na bławatów nocy niekoszonym łanie,

Pójdę, i nową drogę znajdę wam, ziemianie,

Co po zapiecków dworskich tarzacie się pyle!

Wrócę-li w dobrą chwilę,

Bądź mi wierna, i z mirtu oczekuj mnie wiankiem».

Rzekł, dosiadł konia, co już stał przed gankiem,

Wydawając głos donośny i tnąc młodą trawę,

I prosto w księżyc ruszył na wielką wyprawę,

Ugodziwszy do służby bąka na panoszę,1