O niezgładzona, wieczna krzywdo ziemi! O rodzie człowieczy, który żywiesz męką! Sprawiedliwość zabita!

Jakożem więc chciała zatrzeć te ślady alboli zataić? W jakiejże wodzie mniemałam zmyć, zatracić tę krew, której wylanie trwa, a nie będzie skróconym do końca dni starych?

Rozciągnij, rozciągnij tę chustę! Woń morza krwi z niej bije, gorzka i surowa. Szum morza łez w jej szeleście. Szum i huk morza potężny, rosnący, groźny, jakoby wołanie tysięcy. Słyszysz tętent rzesz mnogich, burzliwe stąpanie i głosy? Słyszysz nawałność ich krzyku?

...Idziemy... Idziemy... Idziemy...

Szum wichru i huk morza nakryły wołaniem swoim. Szum wichru i huk morza nakryły słowem, które lata po okręgu ziemi...

Daj mi, daj mi tę chustę! Na piersiach nosić ją będę i na sercu żywym, iżbym czuła.

Na doliny ją poniosę i na pola czarne, iżby czuły.

I na gór szczyty ją dam i pod słońce wschodowe, iżby ją dzień widział a oglądał.

Na grzmot ją wiosenny dam i na dżdże bujne, rzęsiste, po których rodzi ziemia.

I dam ją na burzę nawalną. Błyskawice ducha latały po niej będą, iżby świeciła w mrokach.