Ach! wstrzymaj się chwilę!

do sędziów

O wielcy, straszni, potężni sędziowie!

I cóż wam z tego, że starzec ten blady,

Którego dręczyć byłaby ohyda,

Wobec tej ciemnej, służalczej gromady,

Co tchem swym stosów roznosi płomienie,

Tę narzuconą przysięgę wypowie

I prawdy, która dla was niedostępna

I nie dość jasna — i nie dość prawdziwa,