Żeś go popędzał wichrem jako biczem...

I żeś błyskawic ostrogi złociste

W obadwa18 boki wbijał mu zdyszane...

Cały gościniec od Nitrii19 aż tutaj

Grzmiał pod kopytem twojego rumaka...

A nawałnica, rwąc cedry20 i palmy,

Długim ich włosem zmiatała twą drogę...

Przybywasz wreszcie jako duch, z rozwianym

Na wiatr kapturem...

grzmot wzmaga się