— Jako żywo! Nikt go pijanym nie widział — zaprzecza Lorche.
— Ale to tam nie Probsta robota, tylko żony! Żona jędza... — odzywa się głos z ławy.
— Baba spod ciemnej gwiazdy! — dorzuca ktoś z kąta.
— Jak było, tak było — mówi Sprüngli — dość, że się stary Hänzli u niego powiesił...
— Musiało mu być słodko.
— Jak to? — woła rzeźnik Wettinger. — To ja takiego będę żywił, odziewał, dach mu nad głową dawał za ten marny grosz z gminy, a do roboty nie będzie mi go wolno napędzić?
— No tak... Ale zawsze...
— Moi panowie — przerywa pan Radca — przystępujemy do ukończenia tej sprawy. Czas urzędowych osób jest ograniczony. Pan Sprüngli podał dwieście franków. Kto z panów licytuje in minus?
Cisza.
— Kto z panów licytuje? — pyta ponownie pan Radca. — Panie Sprüngli, namyślcie się, proszę.