— A pokaż no, stary, zęby! — odzywa się oberżysta z Mainau.
Kuntz znów rzuca szybkie spojrzenie na woźnego i rozszerzywszy zeschłe wargi ukazuje wcale jeszcze zdrowe zęby.
Publika zaczyna się śmiać.
— Ho! ho! — mówi jeden — a to by i kość ugryzł.
— Chleba się nie zlęknie! — dodaje drugi.
Leu-Peter, stolarz, przechyla się ku niemu.
— A machnij no, stary, pięścią! Dalej!
Wunderli postępuje krok naprzód, podnosi nieco głowę, prostuje grzbiet i macha kilka razy ręką, której ściśnięta pięść ginie w długim rękawie pożyczonego kubraka. Ręka opada mu za każdym razem jak złamana gałąź. W stawach słychać trzask przykry.
— A co? Nieźle macha! — odzywa się ktoś z ławy.
— Phi!... — dodaje pesymistycznie drugi, wiedząc, że uwagi galerii nigdy nie są dla interesowanych stracone.