— Pamiętam, serce — rzekła matka z cicha.

— Albo to, pamiętasz?... To ci było w Trójcę, na odpuście, na Solcu...

— Pamiętam — szepnęła matka.

— Tęgi sztajer10! — mruknął do mnie Felek, szturchnąwszy mnie pod żebro.

— Miałaś wtedy tę różową w kratkę suknię, i okrutnie mi się potem bez ciebie cniło11, coś ze trzy dni — mówił ojciec miękkim głosem. — A to, Anulka?...

— Tego nie wiem...

— Jak to nie wiesz?... To przecie było na Woli, co my tam ze szwagrem poszli, com to kuflem cisnął w tego Niemca, że się do ciebie przysiadł...

— A prawda! — szepnęła matka.

Ojciec grał dalej. Harmonijkę na kolanie trzymał, rozciągał ją i zesuwał, a po klapeczkach drobniutko palcami przebierał.

Jak żyję, nie słyszałem piękniejszej muzyki.