— Felek! — zawołałem. — Cóżeś ty, tak jak tyka, przez ten miesiąc urósł?
— Głupi! — rozśmiał się Felek. — Ja tylko tak się wyciągam, żeby brzuch mniejszy był.
Wyciągnął się przede mną, jak struna.
— A co? — zapytał.
— A to wyglądasz, jak śledź marynowany.
— To dobrze! — zawołał Felek. — Walę na pajaca.
A kiedym się śmiał:
— A co? — rzekł — zły chleb, myślisz?
I, trzasnąwszy się rękami po udach, w górę wyskoczył, kozła w powietrzu przewrócił, po czym na cztery łapy, jak kot, cicho padł.
— Wiesz? — rzekł — to przez tego pędraka takem się wyciągnął — i wskazał głową na Piotrusia, który zwykle najwcześniej się budził, i do garnka patrzeć szedł, czy tam czego od wczoraj nie znajdzie.