— A ty sklepikarce po bułki latasz, żeby ci kadryla4 dała.
— Nie latam! — odparł, zaczerwieniwszy się, Felek.
— Latasz!
— Nie latam!
— Owszem, latasz! Sam widziałem, jakeś kadryla jadł...
— Ja kadryla?... Jak Boga kocham, tak nie jadłem!...
Tu uderzył się pięścią w piersi, aż echo jękło.
— No to chuchnij!...
Nastawił się Felek i chuchnął, aż para poszła. Z próby tej wyszedł z tryumfem. Nic nie zdradzało spożycia kadryla, a z głębi zapadłej brzuszyny dobyła się tylko czczość wielka.
Wszakże przegłosowany Felek nie tracił miny. Pewnego dnia, obchodząc izbę i poglądając po ścianach, wykrzyknął nagle.