— A mojeż wy czubatki56 kochane! A mojeż wy kogutki pozłociste! A cóż ja teraz bez was pocznę, sierota!...
Dziwił się temu lamentowi Koszałek-Opałek, słuchając to jednym, to znów drugim uchem, bo nie mógł jakoś zrazu57 pomiarkować, o co by to onym58 niewiastom chodziło. Aż nagle stuknął się palcem w czoło, pod płotem między chwasty siadł, kałamarz odkorkował, pióro w nim umaczał, strzepnął i otwarłszy wielką swoją księgę, takie w niej zapisał słowa:
„...Drugiego dnia podróży mojej zaszedłem do nieszczęsnej krainy, którą Tatarowie59 napadłszy, wybili, wydusili lub uprowadzili w jasyr60 wszystkie koguty i kokosze. Za czym61 kowal miecze na wyprawę kuł, a przed kuźnią rozlegał się płacz i narzekanie”.
Jeszcze to pisał, kiedy w progu kuźni stanął kowal i huknął basem.
— Co tu pomoże płakać? Tu trzeba garnek z żarem wziąć i tego nicponia z jamy wykurzyć dymem! Jużci wiadome rzeczy, że pod lasem lis w jamie siedzi. Albo go wykurzyć, albo go wykopać. Dalej Jasiek! Duchem62 Stach! Chłopaków zwołać i z łopatą mi na niego! A ty, matka, nie płacz, jeno63 garnek z żarem szykuj! Szedłbym sam, ale że robota pilna!
I zaraz się z progu do kuźni nawrócił, a dźwiękanie żelaza znów słyszeć się dało.
Ale dwóch kowalczyków, porzuciwszy miechy, biegło przez wieś, wołając: „Na lisa! Na lisa!”.
Za czym i baby pociągnęły ku chatom szykować wyprawę.
A wtedy, baczny64 na wszystko, Koszałek-Opałek znów umaczał pióro i wpisał w księgę te słowa:
„Tatarowie ci mają nieustraszonego wodza i Chana65 nad sobą, który się zwie Lis Wielki, a ukrywają się w leśnych norach, skąd ich ludność miejscowa wykurza armatnim dymem”.