Hej, szumi wiatr po polu,
Hej, nasiał w nim kąkolu609.
Hej, dolaż moja, dola,
Nie będę kosił pola...
Na słonku się położę,
Ta610 pójdę het, za morze!...
A kiedy tak fujarka Jaśkowa grała, opadały ludziom przy robocie ręce, pług611 zdawał się ogromnie ciężki, ziemia nieużyta i twarda, kosa tępa i niebiorąca słomy, przy czym tak ubywało ochoty w każdym ręku, jakby się człek najciężej spracował.
Inaczej mistrz Sarabanda. On tak blisko ziemi siedział, że każdą jej moc i wszelką jej dobroć i słodkość znał i grać, i śpiewać o niej tylko umiał. Czy to rankiem, czy wieczorem, na każdy czas śpiewał o tych polach, o tych łąkach, o tych lasach i strumieniach, a zawsze wprost do duszy.
Siadł sobie raz ubogi Skrobek na progu chaty, zadumał się, zatęsknił i duszę mu objęła rzewność i kochanie do tej chatynki biednej, którą po dziadach, pradziadach spadkiem wziął.
A właśnie zachodziło słońce.