...Hej, milczkiem a chyłkiem,

A ciszkiem, a cisz...

W zasadzce tu stoim,

A hasło czy wiész?

W zasadzce tu stoim,

Wzniesiony nasz miecz,

Kto idzie? Daj hasło!

A nie wiesz — to precz!

Dziwaczna ta, podobna do cygańskiej muzyka, zrazu cicha, potem rosnąca w moc i potężniejsza coraz, chwilę trzęsła jak grzmot oczeretem, po czym znów cichnąc i milknąc rozwiewała się, jakby jej nie było.

Ale opętany zazdrością i pychą Półpanek nie zważał ani na groźby buńczucznych trzcin i tataraków, ani na pokorne prośby białych lilii wodnych. Owszem, im głośniejsze były i groźby, i prośby, tym on zapalczywiej krzyczał, aby je zagłuszyć, tak, że mu się gardło wydęło jak najtęższy pęcherz.